Problematyka kredytów frankowych.

 

Problematyka kredytów frankowych

 

Choć na pierwszy rzut wydaje się to temat poboczny do obrotu nieruchomościami, to jednak przyznać należy, że zobowiązania z tytułu udzielanych tak zwanych kredytów frankowych mają istotny wpływ na możliwość sprzedaży nieruchomości czy też innego sposobu dysponowania jej własnością. Z uwagi na wzrost kursu franka szwajcarskiego blisko dwukrotnie w stosunku do wartości, które były notowane w połowie 2008 roku, suma zadłużenia kredytobiorców przekracza bardzo często wartość nieruchomości po okresie 10-15 lat spłaty kredytu. Biorąc pod uwagę, że na nieruchomości jest wpisana hipoteka zabezpieczająca spłatę kredytu, która uprawnia bank do zaspokojenia się z nieruchomości z pierwszeństwem przed innymi wierzycielami, taka nieruchomość dla właściciela jest w zasadzie niesprzedawalna i jest on uwięziony do czasu spłaty kredytu lub - co najmniej - do czasu, gdy kwota uzyskana ze sprzedaży nieruchomości nie będzie co najmniej równa pozostającej do spłaty kwocie kapitału z kredytu.

 

W latach 2001 - 2009  banki udzielały kredyty powiązane z walutą franka szwajcarskiego, zaś apogeum akcji kredytowej przypadało na lata 2007 - 2008, kiedy to tego typu kredyty były dominującą formą finansowania zakupu nieruchomości przez osoby fizyczne. Jak powszechnie już wiadomo, mimo powiązania kredytów z obcą walutą, czy w niektórych przypadkach nawet wyrażenia wprost w umowie kwoty kredytu w obcej walucie, kredytobiorcy nigdy nie otrzymywali waluty franka szwajcarskiego, zaś wypłata i spłata kredytu następowała w złotych.

 

Mechanizm rozliczania tego typu kredytów od samego początku zakłada nierównowagę pomiędzy bankiem i kredytobiorcą. Z uwagi na stosowanie przez bank dwóch rodzajów kursu, to jest kursu kupna przy wypłacie kredytu lub transzy oraz kursu sprzedaży przy spłacie rat kredytu, nawet w przypadku braku zmiany kursu walutowego na przestrzeni całego okresu kredytowania, kredytobiorca i tak  zwróciłby bankowi więcej, niż rzeczywiście otrzymał w złotych. Ponadto, banki przygotowując ofertę kredytową bardzo często stosowały wyższą marżę odsetkową dla kredytów frankowych, niż w przypadku kredytów nie powiązanych z tą walutą. Banki zarabiały na samym wolumenie udzielanych kredytów, które z uwagi na inne liczenie zdolności kredytowej były udzielone w wyższej kwocie, niż gdyby bank udziela kredytu zwykłego. Dodatkowo banki nierzadko zyskiwały na różnego rodzaju ubezpieczeniach, w tym na przykład kredytując nieruchomość na 100% jej wartości albo i nawet więcej, pobierając z tego tytułu ubezpieczenie niskiego wkładu własnego, które przecież zabezpieczały wyłącznie ich ryzyko, a nie kredytobiorcę.

 

W sprawie bardzo ciekawe jest to, że w latach 2002 - 2005 Generalny Inspektor Nadzoru Bankowego i banki wymieniały ze sobą bogatą korespondencję, z której jednoznacznie wynika że duża część banków traktowała przedmiotowe kredyty jako bardzo ryzykowny produkt, nieadekwatny do poziomu wiedzy kredytobiorców. Z części pism wynika wręcz, że niektóre banki były za zakazaniem udzielania tego typu kredytów. Powszechnie wiadomym jest także, że Bank Pekao S.A jako jedyny w Polsce nie udzielał tego typu kredytów, chodź później przejął portfele kredytowe Banku BPH, w których były również kredyty powiązane z frankiem szwajcarskim. Być może bank ten, przez swoje powiązania kapitałowe występujące w tamtym czasie, miał świadomość jak zakończyło się udzielenie kredytów powiązanych z walutą franka szwajcarskiego we Włoszech na przełomie lat 80 i 90 ubiegłego wieku. Jeżeli sięgnąć pamięcią jeszcze wcześniej, to podobna sytuacja miała miejsce w Australii na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Natomiast obecnie, z podobną sytuacją jak Polska 10 lat temu stykają się  kredytobiorcy z Turcji. W każdym z tych wypadków udzielano kredytów powiązanych z obcą walutą na szeroką skalę. Na samym początku akcji kredytowej z reguły kurs waluty krajowej się umacniał, natomiast niedługo później, wraz z pojawiającymi się zawirowaniami na rynkach finansowych, kurs waluty krajowej bardzo mocno się osłabiał w stosunku do waluty, z którą powiązane były udzielone kredyty. Specjaliści z zakresu finansów i ekonomii bardzo często wskazują również na duży dysparytet stóp procentowych pomiędzy dwoma krajami, który w konsekwencji prowadzi do migracji kapitału z jednego kraju, w którym pożycza się kapitał tanio (w tym przypadku Szwajcaria), do drugiego kraju, w którym oprocentowanie chociażby Na lokatach bankowych jest po prostu wyższe (tak było w Polsce) i finalnie zaburza kursy walutowe między tymi krajami. Kryzys finansowy, który w Polsce objawił się w roku 2008, a w Stanach Zjednoczonych był zauważalny już od roku 2005, jedynie przyśpieszył i spotęgował wzrost kursu, który i tak by rósł wraz ze spłatą kredytów.

 

W przestrzeni publicznej coraz częściej można spotkać się zarówno z opiniami jak i opracowaniami naukowymi, z których wynika, że banki nie ponosiły w ogóle ryzyka kursowego, przerzucając to ryzyko wyłącznie na kredytobiorców. Banki nie informując o tym klientów często korzystały z instrumentów finansowych, które pozwalały im zabezpieczać swoje ryzyko kursowe. Jako taki instrument podaje się między innymi swap procentowo walutowy (CIRS), który był transakcją pomiędzy bankiem udzielającym kredytu, a instytucją finansową mającą siedzibę poza granicami Polski. Opinie biegłych wydawane w sprawach tak zwanych frankowiczów dowodzą, że dzięki takim zabezpieczeniom banki nie tylko pozbywały się ryzyka kursowego ze swojej strony, ale dodatkowo jeszcze zarabiały na różnicach kursowych przy zamykaniu pozycji. Dla banków ten produkt finansowy był idealny, bo zapewniał dużo większe zyski, niż kredyty nie powiązane z obcą walutą.

Celowo powyżej używam określenia kredyt powiązany z obcą walutą, ponieważ nie były to w istocie kredyty walutowe, gdyż banki nie były zobowiązane do wypłacania franków szwajcarskich. Dla finansowania akcji kredytowej banki w ogóle nie musiały posiadać franków, zaś nabywały je, czy też zawierały transakcje zabezpieczające wyłącznie, żeby ograniczyć swoje ryzyko. Dopiero po ustawie antyspreadowej kredytobiorcy uzyskali możliwość spłaty kredytu bezpośrednio w obcej walucie, z czego ochoczo korzystali dlatego, że spready stosowane przez banki były bardzo wysokie.

 

Biorąc pod uwagę powyższe trudno nie dostrzec, że w sprawach między frankowiczami i bankami nie chodzi tylko i wyłącznie o stosowane przez banki spready, czyli różnice między  kursem banku, a kursem publikowanym przez Narodowy Bank Polski. Drugim dnem sporów jest właśnie kwestia ryzyka, na które zostali wystawieni kredytobiorcy, nierównomiernego rozkładu tego ryzyka pomiędzy dwoma stronami umowy, a także niewyjaśnienia kredytobiorcy mechanizmu  finansowania i rozliczania całej akcji kredytowej i pojedynczych kredytów.

 

Na pomoc kredytobiorcom od wielu już lat idzie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, W którym szeregu wyroków potwierdza, że postanowienia umów łączących banki z kredytobiorcami były nieuczciwe i naruszały zasady przewidziane przepisami chroniącymi konsumentów, w tym Dyrektywy 93/13. Trybunał wypowiedział się co do tego, że bank nie tylko powinien określić zasady ustalania swojego wynagrodzenia, tak aby kredytobiorca miał możliwość samodzielnego jego wyliczenia, ale również powinien kredytobiorcę uczulić na ponoszone ryzyko kursowe. Przed zawarciem umowy kredytu bank powinien był po pierwsze, powiadomić kredytobiorcę o tym, że takie ryzyko istnieje, po drugie wyjaśnić, jak może kształtować się zobowiązanie kredytobiorcy w przypadku znacznego wzrostu kursu  obcej waluty, a po trzecie powinien jednoznacznie wskazać, że z uwagi na wzrost kursu kredytobiorca może mieć w przyszłości problem z regulowaniem rat kredytowych. Z perspektywy czasu wydaje się, że są to kwestie oczywiste, natomiast zapadłe orzeczenia i realia udzielania kredytów jednoznacznie dowodzą, że banki tych wymogów nie spełniały.

 

Okoliczności powyższe są przedmiotem rozpoznania spraw sądowych toczących się pomiędzy frankowiczami i bankami. Sprawy te potrafią kończyć się korzystnie dla kredytobiorców, co pokazuje chociażby wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie, w którym dniu 25 stycznia 2019 roku sąd zasądził od mBanku na rzecz reprezentowanego przeze mnie kredytobiorcy ze Szczecina kwotę blisko 50 000 zł, powiększoną o odsetki i koszty procesu. W uzasadnieniu wyroku sąd wskazał, że umowa kredytu jest nieważna, a bank w żadnym stopniu nie wypełnił ciążących na nim obowiązków informacyjnych w stosunku do konsumenta. Liczę, że podobne wyroki będą zapadać również w innych sprawach, banki poniosą konsekwencje swoich zaniedbań, zaś w przyszłości będą podchodzić do klientów w sposób bardziej partnerski, uzasadniający zaufanie którym jeszcze dekadę temu banki się cieszyły - jak instytucje zaufania publicznego.

 

Nadzór merytoryczny zapewnia Kancelaria GRYF - Radcy Prawni, tel. 501 30 33 66

dobryadres.pl
DobryAdres.pl na Google Maps